Tak się przymierzałem do napisania jakiejś zapowiedzi. Jednak im dłużej człowiek się zastanawia, tym bardziej zdaje sobie sprawę, że w zasadzie nie ma wielu pozytywnych aspektów gry, o których można napisać.
Seria 9 meczów bez porażek to tak naprawdę nasz najmocniejszy argument przed wyjazdem na Emirates. Na podstawie tego można szacować jakie procentowo mamy szanse na remis, może w absolutnych porywach na jakąś zaskakującą wygraną. Bo w końcu underdog też potrafi ugryźć, czasem.
Przede wszystkim forma wyjazdowa LFC nie napawa mnie wielkim optymizmem. Co myśmy osiągnęli na wyjazdach? Ostatnio 2 remisy (Fulham, Leeds). Okay, lekka poprawa w stosunku do dramatycznie słabej gry.
Idźmy dalej. Z kim my wygraliśmy? Spurs, West Ham, Burnley, Newcastle. I tutaj, co ciekawe, rzuca się w oczy pewna rzecz. Mianowicie żadnego z tych meczów wyjazdowy przeciwnik nie kończył w jedenastu.
- Ze Spurs utrzymaliśmy prowadzenie 2-1, ale Totki od 33 minuty grały w osłabieniu bez Simonsa. Później pod koniec jeszcze wyleciał Romero.
- Z West Ham prowadziliśmy 0-1, następnie wyleciał Paqueta w 84’, co ułatwiło nam podwyższenie wyniku na 0-2 (Gakpo 90+2’).
- Z Burnley męki były niemiłosierne aż czerwo dostał Ugochukwu w ‘84, później uratował nas karny Salaha w 90+5’.
- No i pierwszy, ten najbardziej szalony i dynamiczny mecz z Newcastle. Tam Gordon wyleciał pod koniec pierwszej połowy, prowadziliśmy 0-1, później 0-2 na początku drugiej, a i tak wygraliśmy rzutem na taśmę po golu Ngumoha.
Tutaj nasuwa się tylko jeden wniosek. Jak Arsenal nie dostanie czerwa to nie wygramy!
Realistycznie rzecz ujmując, jak damy sobie szybko pierwsi strzelić bramkę, a Arsenal nie sfrajerzy i postanowi pójść za ciosem, to możemy nawet zostać zdeklasowani. Choć nie spodziewam się, że będzie aż tak źle.
Tutaj o naszej dyspozycji dnia będzie głównie decydować nastawienie mentalne i gotowość bojowa do tego, aby nie przerwać tej passy i powalczyć o punkty w 10 meczu z rzędu.
Będzie cholernie ciężko, bo Arsenal nie przegrał żadnego meczu u siebie, ale w ostatnich trzech dali sobie wbić po bramce.
Jak City pokona dzisiaj Brighton to zespół Artety może czuć się pod odrobinę większą presją i koniecznością wygrania z nami, co np przy utrzymującym się wyniku 0-0 do późnych minut meczu mogłoby sprawić, że gra stanie się otwarta i oba zespoły będą miały swoje szanse.
Wydaje mi się, że do tego meczu Slot powinien podejść inteligentnie. Nie ma co szarżować zbytnio, bo w ataku pozycyjnym jesteśmy do bólu przewidywalni. Brakuje kreatywności. Szybsze skrzydła w postaci Gakpo i Frimponga mogłyby pomóc w kontrach, ale wówczas kto na środku ataku? Wirtz jako fałszywa 9? Akurat w tym meczu bardzo przydałaby się obecność Ekitiké.
Arsenal mógł nas zastać w dużo gorszej formie i wypunktować jak dzieci (podobnie jak zrobiło to City), ale i tak są w komfortowej sytuacji. Myślę, że będą musieli się trochę z nami pomęczyć. Stawiam ich w roli faworyta, ale 3 pkt wcale nie są gwarantowane. Wciąż pamiętam, że na Anfield zagrali zbyt bojaźliwie, szczególnie w pierwszej połowie, i pod koniec zapłacili za to wysoką cenę. Kto wie czy nie powtórzą tego samego błędu u siebie dodając naszej okrojonej kadrze więcej wiary w siebie.