Bramkarzom coraz trudniej pomagać w takich sytuacjach. To “zasługa” sukcesu metod Nicolasa Jovera z Arsenalu, gdzie od lat fundamentem powodzenia ich stałych fragmentów gry jest blokowanie bramkarza. Dziś praktycznie każda drużyna przy ofensywnych SFG ma zawodnika (lub zawodników) przeznaczonych wyłącznie do jego blokowania przed i podczas dośrodkowania, dlatego bramkarze fruwający w polu 5 metrów są widokiem coraz rzadszym. W takich sytuacjach bramkarzowi muszą pomóc zawodnicy broniący i ustawić się tak, aby uniemożliwić jego wyblokowanie i stworzyć przestrzeń do wyjścia z bramki, ale nie zawsze jest to możliwe, bo atakujący też jest na to przygotowany i ma swoje zmyłki oraz wybloki, mające na celu wyizolowanie bramkarza od swoich obrońców.
Dziś akurat Alisson pomógł na tyle, na ile mógł. Jego wyjście zostało zablokowane przez zawodnika Wolves, więc wycofał się bliżej linii, obronił strzał, ale obrona nie zdążyła “sprzątnąć” piłki.
Swoje pretensje powinieneś kierować do Aarona Briggsa, który latem został trenerem stałych fragmentów Liverpoolu. Odkąd on się tym zajął, w klubie zaczęły się poważne problemy z tym elementem gry. Naszym Joverem to on nie będzie.
Fakt, to jego sztab i to on zapłaci głową za kiepskiej jakości pracę wykonywaną przez jego asystentów. Patrząc na to, jak ważne są dziś stałe fragmenty gry i jak metodycznie trzeba się do nich przygotowywać, taki klub jak Liverpool powinien mieć na tym stanowisku renomowanego trenera a nie kogoś, kto w realiach jednego z największych klubów na świecie uczy się pracy w tej specjalizacji. Efekty widać na boisku aż za bardzo.

