Salah jest winny wszystkiemu co złe w drużynie, proste. Ktoś to jeszcze podważa ? Ja już sobie dałem spokój.
Nie zebym byl zlosliwy
ale mialem kiedys przez 3 miesiace takie “przejscie” na spawalni i wiem jak latwo mozna sobie “naswietlic” oczy i potem ma sie lekki problem ze wzrokiem ale to szybko,tak normalnie,mija.
nasz kolega @spawacz musial jednak troche dluzej spawac bez maski ![]()
Starzy pracownicy, nowi - sytuacja jak w każdym miejscu pracy. Od tego jest kierownik, żeby zadbać o poprawne relacje między wszystkimi oraz dobrą atmosferę. Ale skoro nasz kierownik jest nudny, nijaki i bezjajeczny, to i mental zespołu taki się staje (wraz z wzajemnymi relacjami).
Swoją drogą na wstępie mega polecam wywiad z Jürgenem na kanale „The Diary of a CEO” – jest tam dokładnie gadka o tym, jak się zarządza zespołem (nie tylko piłkarskim) i dlaczego Klopp był pod tym względem takim unikatem.Ten wywiadzik to trochę kręgosłup tego co mam na myśli.
Wracając:
Nawet nie uważam, że to jakoś mocno powinno uderzać w konkretnego piłkarza. Za Jurgena mieliśmy budowę zespołu od podstaw, często na gościach klasy średniej. Wszystko było oparte na dyscyplinie i zespołowości – każdy za każdego.
Dlatego mamy dziś takie fajne
wspomnienia z piłkarzami pokroju Robertsona, Hendersona, Wijnalduma (i wielu innych) – gości, którzy indywidualnie niczym się wybitnie nie wyróżniali, ale był ktoś, kto to wszystko idealnie pospawał( he he ;D) , czyli Jürgen.
Potem przyszły sukcesy i zmiana mentalu u takich zawodników jak Van Dijk, Salah, Szoboszlai, TAA. Każdy z nich – niezależnie od tego, kiedy dołączał do pierwszej drużyny – był diamentem, ale jednak do oszlifowania. Gdzieś ten pierwiastek pokory się znajdował.
Teraz jest inaczej – to już goście z pucharami w gablocie, na konkretnym etapie kariery, więc naturalne, że zaczynają coraz mocniej „gadać”. Normalna sprawa. Tylko że ta chemia, która nas kiedyś niosła, dawno wyparowała. Zmieniło się postrzeganie klubu, piłkarzy
i nas, kibiców – z marzycieli staliśmy się ludźmi oczekującymi sukcesu.
Moim zdaniem jesteśmy w jakimś punkcie zwrotnym. Robimy ofensywę transferową, trochę zmieniamy profil klubu i ściągamy bardziej „gotowych” piłkarzy. Ci, którzy przeszli tu całą drogę od początku, w dużej mierze urządzili obecny status klubu – i teraz nie chcą
być zapomniani, dalej chcą decydować o klubie, o pierwszej jedenastce itd. I ja to rozumiem, tylko mam wrażenie, że sztab tego nie do końca ogarnia.
Oglądam ten klub od deski do deski od 2015 (Jurgen Time) i szczerze – walić to, co przegrywaliśmy, bo ten zespół miał ikrę i każdy wiedział, że zaraz spróbujemy ponownie.Teraz mam wrażenie, że brakuje nam tożsamości. W moim rozumieniu, przy całej sympatii do Arne, za taki stan odpowiada LIDER. Sama wymuskana
taktyka nie wystarczy – trzeba jeszcze umieć porywać ludzi, zarówno tłumy, jak i pojedyncze jednostki (tu idealny przykład: Klopp).
Dokładnie to mam na myśli ![]()
Akurat wczoraj oglądałem/słuchałem, wstawiam link, bo naprawdę warto.
Gość który prowadzi podcast jest kibicem mułów, także dynamika rozmowy jest dość ciekawa.
Przenoszę tutaj i wyjaśnię, co się dzieje z naszą drużyną za Slota w moim odczuciu na bazie moich doświadczeń zawodniczych w piłce nożnej (poziom nędzny) i w bieganiu.
Tak jak już kiedyś pisałem, holenderska szkoła znana jest z mniejszych obciążeń treningowych pod względem fizycznym niż inne szkoły. Nacisk położony jest na ćwiczenia z piłką niż na zwykłą orkę fizyczną. Po przejęciu zespołu Slot obciął naszym piłkarzom obciążenia. Nasi zawodnicy nadal pamiętali jednak reżim Kloppa i przez długi czas byli w stanie utrzymać się na powierzchni pod względem fizycznym. U wielu nastąpiła wręcz tzw. superkompensacja czyli wzrost fizycznych możliwości po intensywnym okresie treningowym u Niemca. Intensywność meczowa jeszcze podtrzymywały naszą formę i starczyło jej na jakieś pół roku. Co jeszcze przemawia za tą tezą? Chiesa, który do gry zaczął nadawać się po kilku miesiącach. Przyszedł nieprzygotowany, ale dopiero gdzieś w nowym roku zaczął wyglądać tak, że można go było na trochę wpuścić. Tak długie dochodzenie do gotowości do gry wskazuje, że coś tam nie grało. Reszta natomiast zaliczyła przynajmniej jeden pełny sezon u Kloppa. Dodatkowo można zauważyć, że w zeszłym sezonie omijały nas kontuzje właśnie z tych względów.
W końcu jednak wpływ zapierdzielu u Niemca przestał być widoczny. Bodziec treningowy ma wpływ na organizm przez pewien określony czas i wraz z upływem czasu będzie malał. No i od marca borykamy się z problemami fizycznymi i dużo słabszymi wynikami. Zbyt mało bodźca i niestety jest, jak jest. Żeby było lepiej, to trzeba by zarządzić zwiększenie obciążeń. Bez tego nie będzie poprawy w tym aspekcie.*
*
To teraz wyjaśniam z czego wynikają liczne kontuzje w tym sezonie i powiem czym różnią się te kontuzje od kontuzji odnoszonych za Kloppa. U Kloppa kontuzje wynikały ze zbyt wysokiej intensywności, zarówno treningowej, jak i boiskowej. Klopp po prostu ich tam zajeżdżał w opór i przez to bardziej szklani zawodnicy mieli regularne problemy zdrowotne. Ale za to zawodnicy byli niemal zawsze gotowi do zapierdzielania. Czasem mieli mniej energii ze względu na mikrocyckle, które miały podbić ich formę w perspektywie miesiąca czy też kilku kolejnych tygodni. Krótkoterminowo jednak “zamulały” zawodników. U Slota natomiast kontuzje wynikają ze zbyt małych obciążeń treningowych. Trening jest zbyt lekki w stosunku do intensywności spotkań. W spotkaniach występują przeciążenia, do których nie są przyzwyczajeni zawodnicy i nie mają prawa ich znieść. Pojawiają się kontuzje. Zapytasz “To dlaczego u Frimponga nie działa jeszcze superkomensacja z zeszłego sezonu”? Ponieważ grał w Niemczech, a nie w Premier League. Tam obciążenia są jednak mniejsze i gra znacznie wolniejsza. To jest gigantyczna różnica i to się odkłada w ciałach zawodników i czasem coś strzeli w meczu ligowym, a czasem na treningu lub w meczu LM.
Bez zmiany trenera i kwestii przygotowania fizycznego będzie bardzo, ale to bardzo ciężko się podnieść. Myślę nawet, że jest to wręcz niemożliwe.
*po osiągnięciu maksimum, co, już w zależności od cyklu, następuje po kilku czy kilkunastu dniach.
Z Frimpongiem coś mi się tu nie zgadza. On nawet nie zdążył odczuć wysokiej intensywności gry, bo od razu się połamał. A od kilku miesięcy nasza gra nie jest intensywna. Tempo jest wolne, biegamy mało. Oglądałem trochę Bayer za Alonso i nie sądzę, by intensywność ich gry była niższa, zwłaszcza dla Frimponga, który grał tam na wahadle lub na skrzydle i musiał robić pełno sprintów. Biegamy mniej od przeciwnika i tempo jest wolne, ja tej intensywności nie widzę.
Zgadzam się, że przygotowanie fizyczne zostało sknocone. Ja liczyłem, że skoro regularnie biegamy mniej od rywali, to w jakiś sposób dojdziemy do siebie dzięki tej ekonomicznej grze i nadrobimy w ten sposób braki w drugiej połowie sezonu, ale na razie tak się nie stało.
Gramy wolno, biegamy mało, ponoć trening jest lekki, a mamy kontuzji w opór, jakby piłkarze byli zajeżdżani.
Pamiętam pierwszy pełny sezon Kloppa, w pierwszej połowie sezonu zdobyliśmy 43 pkt, w drugiej tylko 33 pkt w 19 spotkaniach i odpadliśmy z angielskich pucharów, w Europie nie graliśmy. Był jakiś kryzys fizyczny. Podobnie miał Maresca w Leicester w Championship, też pod koniec spuścili z tonu, bo byli zajechani. To samo spotkało w pierwszych dwóch sezonach Bielse w Leeds. W takim wymagającym kraju jak Anglia trenerzy uczą się tego na żywym organizmie i popełniają błędy - sztab Slota niestety w tym elemencie zawiódł.
W ostatnim sezonie Kloppa też mieliśmy kryzys na sam koniec, przez co odpadliśmy z Manchesterem United w Pucharze Anglii, w lidze z pozycji lidera spadliśmy na trzecią pozycję, a w Lidze Europy zjadła nas Atalanta.
Ale właśnie jeżeli trening jest zbyt lekki, to w trakcie spotkań kończy się to kontuzjami jeśli gra jest zbyt intensywna. Gra Liverpoolu jest oczywiście wolna, ale na boisku tempo gry nie zależy tylko od Liverpoolu, a też od rywali. Działania naszych piłkarzy są często odpowiedzią na to, co robią rywale. Wielokrotne powtarzanie wysiłku do którego organizm nie jest przygotowany kończy się odkładaniem obciążeń w mięśniach i ścięgnach. Później w wyniku tego dochodzi do kontuzji.
Ja zgadzam się z tobą w 100%. W październiku mocno się to uwydatniło. Kiedy jeszcze start sezonu byl całkiem całkiem tak potem jak pary brakło to odsłoniło wszystkie nasze braki
@spawacz
Niewinne pytanie i prosze o odpowiedz na nie
ale nie w stylu “to sie nie wydarzy” bo tego nie wie nikt!
Co Ty zrobisz ze soba jak jednak w nastepnym sezonie dalej trenerem bedzie Arne?
Przestaniesz byc kibicem LFC,pojdziesz na terapie czy cus ?
I prosze nie probuj forsowac tezy,ze Alonso to jest pewniak u nas poniewaz na dzisiaj jego zatrudnienie w LFC jest tak odlegle jak loty zalogowe na Marsa.
W sumie to pytanie dla wszystkich,ktorzy sa tak gleboko przekonani o zmiane trenera po tej kampanii.
PS na deser dorzuce jeszcze kolejny sezon Mo ![]()
Ciekawe pytanie. Kibicować nigdy nie przestanę, ale pewnie zostanę alkoholikiem, bo meczów łysego wizjonera już teraz nie da się oglądać na trzeźwo.
Oczywiście, że dalej będzie się kibicem, ale oglądanie piłki w takim wykonaniu mocno zabija emocje. Te mecze nie będą już “grzać”. Nie będą sprawiać przyjemności, pewnie człowiek coraz częściej będzie po prostu śledzić wyniki zamiast emocjonować się i czekać na widowisko.
@ynwa19 Jeśli trenerem zostanie Slot, jeśli w zespole zostanie Salah to cóż pozostanie, jak nie kibicowanie drużynie niezależnie od zestawienia personalnego?
Oby tylko Mo nie kopał się po czole, a Arne wrócił do gry z pierwszego sezonu.
I co najważniejsze - oby z sukesami.
Tak samo, jak Xabi nie daje gwarancji tytułów tak pozostanie Slota ich nie wyklucza.
Odpowiedź jest bardzo prosta: będę oglądał coraz mniej meczów Liverpoolu.
Liverpool nie jest jedynym zespołem, któremu kibicuje, więc z pewnością znajdę okazję i czas na śledzenie tego drugiego czy nawet trzeciego zespołu, którego losy są mi bliskie. A meczów nie zabraknie, w końcu żyjemy w czasach przeciążenia terminarzy.
Ogólnie w życiu jest tyle do zrobienia, można zająć się w tym czasie rodziną, bliskimi, pasjami, zwierzętami itp, co na pewno będzie miało lepszy wpływ na nasze zdrowie i samopoczucie, niż katowanie się 90 minutami grania po obwodzie przez Liverpool Slota w sobotę o 13:30 ![]()
Jeżeli ktoś aż musi udać się na terapię, bo frustruje go trener, to ma poważne zaburzenia psychiczne i tutaj potrzebna jest opinia specjalisty, a nie przypadkowych ludzi z forum.
To u mnie jest zupełnie inaczej. Oglądam wszystko, 90 minut ma wpływ na moje ciśnienie krwi, a wynik LFC z weekendu ma wpływ na mój nastrój i generalnie cały tydzień do przodu. Dziwne, ale na pewno inni też tak mają.
Arne oczywiście życzę sukcesów i mam pełne przekonanie, że przy załataniu wyrw w kadrze, które nam się porobiły, może osiągać sukcesy. Druga sprawa to czym jest obecnie sukces dla tego zespołu. Ale to już długa dyskusja na inną rozmowę.
Sukces dla Liverpoolu może oznaczać tylko jedno: wygranie Premier League i/lub Ligi mistrzów.
Dalej będę oglądał lfc i życzył ekipie jak najlepiej. I na bieżąco będę oceniła poczynania Arne i klubu.
Jeżeli salah zostanie to również z całych sił będę mu kibicował. Jednak wątpię że bezwzgledu na trenera odzyska on swój blask. Więc osobiście wolałbym widzieć go w innych barwach cieszącego się po bramkach np Romy niż grającego go taki piach w naszych barwach.
Szkoda oglądać takie legendy tak słabo grające


