To odejście Salaha po sezonie było nieuniknione, ale jak nabrało oficjalnej formy, to zrobiło się tak przykro. To jest, jednak, dziewięć sezonów (prawie dekada) i większość z nich to absolutnie światowy, topowy, kosmiczny poziom Egipcjanina.
Moim zdaniem, to, że nie zdobył Złotej Piłki, nie jest w najmniejszym stopniu jego winą, tylko samego plebiscytu, który jest generalnie mało przejrzysty i w dużej mierze uznaniowy.
Dziewięć lat to szmat czasu i trudno jest ubrać w słowa całą liverpoolską karierę Mo w jednym poście. Na pewno fakt, że wygrał z Liverpoolem WSZYSTKO, a także pobił szereg różnych rekordów, nie tylko klubowych, ale i ligowych, pokazuje jedno:
Salah jest zdecydowanie najlepszym piłkarzem Liverpoolu, odkąd kibicuję klubowi (od finału Pucharu UEFA z Deportivo Alaves w 2001 roku) i jest też w trójce najlepszych piłkarzy w historii Premier League i to bez dwóch zdań.
Bardzo żałuję, że odchodzi od nas po tak słabym dla Liverpoolu sezonie, ale to absolutnie nie zamazuje mi jego obrazu, bo ten jest wybitny. Salah na zawsze będzie mi się kojarzył ze złotą, zwycięską erą Liverpoolu Jurgena Kloppa, a także z rewelacyjnym, niedoścignionym, atakującym trio (i to w skali historii całej ligi!): SALAH - FIRMINO - MANE.
Pamiętam dokładnie to okienko transferowe (lato 2017), jak je wnikliwie śledziłem i jak się wtedy cieszyłem z tego transferu (zwłaszcza, że przecież staraliśmy się o pozyskanie Salaha już wcześniej, gdy ten jeszcze grał w Bazylei) - pamiętam, jakby to było wczoraj i nie mogę uwierzyć, że od tamtego momentu minęło już prawie dziewięć lat… Niesamowita historia, niesamowita dekada i niesamowity Mohamed Salah, który, jako fana Liverpoolu, napawał mnie wielką dumą co weekend, a także w pucharowe wtorki i środy. Wiadomo, że wszystko ma swój początek i koniec, ale… to nie jest zwykłe odejście z klubu, jakich wiele.
Być może mało kto pamięta, jak po pierwszym znakomitym sezonie Salaha w Liverpoolu, kibice naszych rywali nazywali go wtedy “one-season wonder”, myśląc życzeniowo, że tak wybitny sezon był tylko wypadkiem przy pracy - reszta jest historią i kibice rywali musieli na naszych oczach “zjeść tę żabę” 
Cieszę się bardzo, że fakt rozstania z klubem został ogłoszony przed zakończeniem sezonu, bo dzięki temu klub i kibice pożegnają go na pewno w iście królewskim stylu, tak jak przed niespełna dwoma laty pożegnali Jurgena Kloppa - Salah na to bez wątpienia zasłużył.
No cóż… To jest dobry moment, żeby w wolnej chwili powspominać to, co za nami, bo tych wspomnień nam już nikt nie zabierze 