@Loku64 Sezon, który opisujesz i nasza zwycięska kampania LM to momenty, które wywołały we mnie najwięcej emocji, odkąd kibicuje LFC, a pamiętam choćby finał z Deportivo Alaves w pucharze UEFA (a miałem 11 lat, 38,5 stopnia gorączki i za cholerę nie pozwoliłem matce położyć mnie spać, bo musiałem dokończyć).
Jeśli chodzi o tę bramkę, wówczas nie wiadomo jak wiele znaczącą, bo wiele mogło się później zdarzyć i “wszystko mieliśmy w swoich rękach” + nie wiedzieliśmy jak grupa się dla nas ułoży, pamiętam, że cieszyłem się z tej wygranej jak głupi. Jakby to zwycięstwo było na wagę awansu, jakby coś oznaczało. Później okazało się, że tak było.
A celebrację bramki z zakrytym okiem po prostu uwielbiam.
Pózniejszy półfinał z Barceloną był dla mnie jednym wielkim rollecoasterem. Bobby był na tyle istotną postacią, że po porażce 3:0 w pierwszym meczu (+absencja Salaha) nie wierzyłem, że jesteśmy w stanie ugrać finał. Swoją drogą to mój ukochany półfinał bo na pierwszy mecz (rozgrywany na Camp Nou) poszedłem do kina (gdzie jako chyba jedyny byłem kibicem LFC i musiałem znosić entuzjazm kibiców Barcelony i szyderę pod adresem LFC). Po rewanżu (który oglądałem w domu) sąsiadka przyszła zapytać, czy wszystko ok, bo tak głośno darłem ryja i waliłem pięścią w stół.
Wracając do tematu, dla mnie Bobby to symbol zmian. Gracz niechciany przez Brendana, “transfer komitetu” z marszu staje się najważniejszym ogniwem drużyny Kloppa. Ktoś wspomniał, że Messi to genialna “fałszywa 9tka”. Dla mnie Bobby to inny typ gracza. Największy altruista na boisku. Tam, gdzie “rasowy” napastnik będzie strzelał, Bobby podniesie głowę i poda do lepiej ustawionego kolegi. Nikt nie zapewniał takiego balansu pomiędzy dwoma indywidualistami w postaci Mane i Salaha jak Bobby. Myślę, że śmiało można go określić jako spoiwo pomiędzy nimi dwoma, bo gdyby nie on, to trio nigdy by nie istaniało. Człowiek od gry zespołowej.
Dodatkowo, co zawsze mi imponowało, Bobby był naszym pierwszym obrońcom. Prawdziwy żołnierz gegenpressingu. Myślę, że Klopp idealnie trafił na Bobbiego po przyjściu do klubu, bo pilkarzy o tej charakterystyce wówczas nie było wielu. A z Bobbym można było zrobić wszystko. Gdzie nie grał, zawsze patrzył na dobro kolektywu, a nie na swoje statystyki.
No i coś za czym będę tęsknić to jego nieszablonowe zagrania z “piętki”, czy cieszynki rodem z kung-fu.
Dla mnie ten piłkarz to legenda ery Kloppa. Piłkarz, który jest fundamentem naszych sukcesów.
Z jednej strony mi go szkoda. Z drugiej wszyscy widzimy, że potrzebujemy przebudowy. Rola Bobiego na boisku to rola prędzej dla 10 lat młodszego zawodnika, wybieganego, dobrze ustawiającego sie, niż dla 32- letniego gościa. Czas jest nieubłagany i lepiej dla niego i klubu bedzie jeśli się rozstaniemy.
@theshowmustgoon czy oszczędzamy na jego tygodniówce? Myślę, że nie, bo gdyby tak było, to na siłę sprzedalibyśmy go latem/ostatecznie zimą. Bobby dawał nam pewną jakość, która z czasem po prostu znacząco osłabła. A wówczas lepszy był sprawdzony Bobby niż transfer widmo-niewiadoma. Nie ma sensu przedłużać z nim kontraktu “na siłę”, bo niestety on już nie spełni takiej roli jak kiedyś, patrząc na zadania, które wykonywał na boisku kilka lat temu. Jeśli Gakpo jest jego zastępcą i spełni się w tej roli, to ludzie odpowiedzialni za transfery dobrze wykonali swoją robotę. Widać, że szukamy zawodników, którzy odnajdują się na kilku pozycjach, a na szczęście zarówno Jota, Nunez, Diaz, czy Gakpo są w stanie nam to zapewnić.
I na koniec. Nie bądźmy hipokrytami. Czas na zmiany, czas na rozwój. To, że zawodnik dał nam masę pozytywnych emocji, swoją pracą doprowadził do sukcesów, nie może zmuszać klubu do przedłużenia kontraktu ze względu na status zawodnika. Musimy się rozwijać i musimy patrzeć w przyszłość, a nie stać w przeszłości/teraźniejszosci/przyszłości. Czy lepiej mieć Bobbiego na ławce, aby grał ogony, czy wchodził w pucharach? Nie jesteśmy Manchesterem City, aby mieć gwiazdy warte 100 mln funtów na ławce. Nie wydamy tyle co inni co okienko na nowych graczy, więc wolę, aby klub ogrywał Doaka czy innych młodych (marzy mi się nasz Musiałowski!) niż dawał pograć Bobbiemu (gdzie klub traci na jego tygodniówce, a on traci resztki swojej kariery na siedzeniu na ławce). Ze sceny trzeba potrafić zejść i myślę, że Bobby właśnie to robi. Zostając rozmieniłby swoją karierę na drobne, spowodowałby irytację wśród kibiców za każdym razem gdyby wchodził na boisko i popełniałby błędy. A tak, pamiętajmy jego no-look passy, no-look gole, cieszynki kung-fu, fikołki, zasłonięte oko i piękną piosenkę Si-senior, którą chyba Anfield uwielbia 